ARCHIWALNE
NUMERY
fragile nr 1/2009

Wagner, czyli rzecz o fanatyzmie

aut. Tomasz Gregorczyk

Uważam, że w sztuce złe jest tylko zwyrodnienie
Mikołaj Rimski-Korsakow


Żadna inna postać ze świata muzyki sprzed ery Elvisa Presley'a i The Beatles nie zaznała fanatycznego uwielbienia bardziej niż Ryszard Wagner. Nikt nie miał też większego nieszczęścia od Wagnera do zaprzęgnięcia muzyki do służby zbrodniczym ideologiom. O ile bowiem Stalin doceniał rolę sztuki i ingerował w życie artystyczne ZSRR, nie miał jednego wyraźnego faworyta. W przypadku Hitlera wybór był tylko jeden - "skrojony dla nazistów na miarę" Wagner. Totalitarne nadużycia jego dzieł rzutują z kolei na smutną historię wykonań utworów Wagnera w Izraelu, gdzie całkowicie pozamuzyczne skojarzenia wciąż ranią, budzą opór lub agresję i ostatecznie uśmiercają samą muzykę.

Kult artysty

Trzeba zdać sobie sprawę, że kult Wagnera przekraczał ramy jakiegokolwiek wcześniejszego uwielbienia artystów. Pierwowzorem artysty-herosa był oczywiście Beethoven, ale romantyczne ideały w osobie Wagnera osiągnęły zenit (i stały się własną parodią jednocześnie). Żaden kompozytor nie miał mocniejszej pozycji społecznej. Symbolem nowego statusu artysty (ale też i nowej, mieszczańskiej epoki) był związek Wagnera z Ludwikiem II Bawarskim. Związek toksyczny na monarchy, który ulegał swemu ulubieńcowi i dawał się wykorzystywać do tego stopnia, że wobec ekscentrycznych pomysłów twórcy Parsifala zaczęli protestować bawarscy mieszczanie.

"Prawdziwym celem sztuki jest ogarnięcie wszystkiego" - mawiał Wagner. Skrajności obecne w jego muzycznej działalności i osobowości są łatwo dostrzegalne, niejednoznaczność tej postaci już o wiele mniej. Przy całej łatwej do wyśmiania skłonności do patosu, mitomanii, przeroście ambicji było w wagnerowskiej sztuce i ideologii coś, co pociągało największe umysły epoki (i nie tylko - przemożny wpływ Wagnera na muzykę niemiecką nie skończył się po śmierci kompozytora, według wielu opinii uczuciowości wagnerowskiej nigdy nie pozbył się do końca nawet tak daleki mu stylistycznie twórca jak Arnold Schoenberg). Owa ambiwalentność w stosunku do tak trudnej w osądzie postaci objawiała się przynajmniej raz w niezwykle sugestywny sposób za sprawą Fryderyka Nietschego. Zrazu żarliwy wyznawca, w pewnym momencie filozof zmienił jednak diametralnie swoje zdanie o Wagnerze. Nawet jedna osoba - i to, dodajmy, wybitna - mogła wahać się w ocenach o niemieckim kompozytorze między uwielbieniem a potępieniem.


Cały artykuł dostępny w wersji papierowej "Fragile"

PRZESTRZEŃ WYPOWIEDZI >> FANATYZM












© Copyright Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie. Wszelkie prawa zastrzeżone