ARCHIWALNE
NUMERY
fragile nr 1/2009

Alchemia Grotowskiego

aut. Magdalena Gałkowska

14 stycznia mija 10 lat od śmierci Jerzego Grotowskiego. W ostatnich latach pojawiało się coraz więcej kompetentnych i wyjaśniających jego fenomen opracowań (duża w tym zasługa prężnie działającego Instytutu im. J. Grotowskiego we Wrocławiu). Ponadto rok 2009 ogłoszony został Rokiem Grotowskiego, w ramach którego odbędą się spotkania teatralne z udziałem m.in. Piny Bausch, Eugenio Barby, Petera Brooka, konferencje i seminaria. Jednak postać tego wybitnego reżysera i reformatora teatru nadal wydaje się być bardziej znana i doceniana poza granicami kraju niż w samej Polsce.

Osobowość i dzieło Grotowskiego wciąż mają wielki wpływ na kolejne pokolenia reżyserów, czego dowodzi uwaga Pawła Passiniego w rozmowie z Jackiem Kopcińskim: "Myślę, że polski teatr zapłaci straszliwą cenę za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat nie przyswoił swoich największych mistrzów: Kantora i Grotowskiego. To była jedyna szansa, aby był naprawdę ważny. Grotowski zgłębił fenomen tego zjawiska, czym musi skończyć się teatr w dwudziestym wieku, gdzie on musi - jako wehikuł - dotrzeć. Przecież, jeśli on się nie kończy w Indiach, nie dotyka tego, co jest dostępne w kulturach tradycyjnych, co jeszcze jest, ale my już wiemy, że tego nie mamy, i aktor nie rzuci się, żeby to w sobie znaleźć, to taki teatr niewiele już znaczy"1. Na czym polega fenomen Grotowskiego i co może budzić kontrowersje w polskiej recepcji jego myśli? Przed rozpoczęciem rocznicowych obchodów tego niezwykłego twórcy warto przypomnieć pewne fakty (ze względu na rozmiary tego szkicu, niestety, wybiórczo).

Lata spędzone przez Grotowskiego w polskim teatrze, zarówno w opolskim Teatrze 13 Rzędów, jak i we wrocławskim Teatrze Laboratorium, wiążą się z kolejnymi inscenizacjami klasyki dramatu polskiego i europejskiego. Szczególne emocje budziło kontrowersyjne podejście do adaptacji dzieł z kręgu polskiego romantyzmu - Dziadów według Mickiewicza (1961), Kordiana według Słowackiego (1962), Akropolis według Wyspiańskiego (1963). Reżyser w swoich inscenizacjach dokonywał montażu tekstu, poddawanego bardzo ostrym cięciom, w wyniku których usuwane były całe wątki, uznawane dotąd za kluczowe dla dyskusji o kondycji polskiej (jak wątek polityczny Dziadów, który został całkowicie pominięty w opolskiej inscenizacji). Sam Grotowski przyznawał w jednym z wywiadów: "Jeśli chodzi o stosunek do tekstu dramaturgicznego, uważam, że powinien on być dla reżysera tylko tematem, na którego osnowie buduje on nowe dzieło sztuki, jakim jest spektakl"2.

Oczywiście, postulat autonomiczności sztuki teatralnej nie był już wówczas niczym nowym, warto jednak zwrócić uwagę na konsekwencję, z jaką późniejszy twórca Teatru Laboratorium będzie tę myśl realizować. Wszystkie jego najsłynniejsze realizacje polskiego dramatu romantycznego dzieją się jakby wbrew odautorskim didaskaliom. Szukając sposobu na przybliżenie ich treści współczesnej widowni, Grotowski nie waha się przenieść ich czasu i miejsca akcji w realia dobrze znane, niejednokrotnie nawet świadomie przełamując wpisaną w te teksty wzniosłość, trywialnymi, codziennymi rekwizytami. Tak jest na przykład w Dziadach, gdzie stylowe kostiumy kontrapunktowane były przez nieoczekiwanie tandetne elementy garderoby: Gustaw występował w ludowym kilimie jako romantycznym płaszczu, Ksiądz - w kołdrze pikowanej zamiast sutanny, mężczyźni - w spodniach i koszulach z epoki Mickiewiczowskiej, ale bez surdutów, a z szelkami na wierzchu, kobiety - z firankami na ramionach, mającymi imitować kształt romantycznych sukni. Do tego każda z postaci zaopatrzona była w zwyczajny kuchenny garnek i świecę, a kluczowa dla dramatu scena Wielkiej Improwizacji, przedstawiała Konrada upozowanego na ikoniczne pozy Chrystusa w drodze na Golgotę, którego krzyżem była domowa miotła. Akcja Kordiana natomiast przeniesiona została do szpitala psychiatrycznego, gdzie u Słowackiego umieszczona jest tylko jedna scena dramatu. Z niej uczynił Grotowski ramę inscenizacyjną swego przedstawienia, a co za tym idzie, poddał tekst znacznym zmianom i skrótom. Celem tych zabiegów było przekształcenie romantycznego dramatu w "tragiczną groteskę o jednoczesnej nędzy i wielkości ludzkiego dążenia"3. Temu służyło też m.in. zainscenizowanie monologu tytułowego bohatera na Mont Blanc jako bełkotu szaleńca, operowanego przez Doktora w chwili największego uniesienia (Kordian był uderzany lancetem podczas wykrzykiwania słów: "Ludy! Winkelried ożył! Polska Winkelriedem narodów!"). Także w tym spektaklu Grotowski wykorzystał jeden ze swoich ulubionych wówczas chwytów inscenizatorskich, polegający na zestawianiu obok siebie rekwizytów wzniosłych i trywialnych (np. korona dla Cara, tiara dla Papieża, ale również prawdziwy skalpel, kaftan bezpieczeństwa, domowe miski, garnuszki, ręczniki).




1 Paweł Passini, Robimy powstanie! Z Pawłem Passinim rozmawia Jacek Kopciński, "Teatr" 2008, nr 10, s. 22.
2 R. Konieczna, Przed premierą "Pechowców". Rozmowa z reżyserem, "Trybuna Opolska" 1958, nr 265, s. 4.
3 Z. Osiński, Grotowski i jego Laboratorium, Warszawa 1980, s. 101.


Cały artykuł dostępny w wersji papierowej "Fragile"

PRZESTRZEŃ WYPOWIEDZI >> FANATYZM

AOSTA W PIĄTYM DNIU STWORZENIA

Wystawa fotografii Elżbiety Prokopowicz, Czajownia, Józefa 25, Kraków, od 19 sierpnia.
Serdecznie zapraszamy!

"Fragile" EKO

Drodzy Czytelnicy, przygotowywany numer o ekologii ukaże się z opóźnieniem... więcej >>

Dla "Fragile"

Zachęcamy do wsparcia wydawania Fragile...


© Copyright Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie. Wszelkie prawa zastrzeżone