ARCHIWALNE
NUMERY

fragile nr 3/2009

Bunt dzieci pionierów, czyli bitnikowskie wyprawy wpoprzek kontynentu jako ucieczki w amerykański Mit Zachodu

aut. Aleksandra Ewa Furtak

Dzieci pionierów rodzą się z cudowną glorią nad głową i cieniem przekleństwa za plecami. I co dziwne, pomimo swojego jakże kontrastowego wizerunku, są postaciami praktycznie niezauważalnymi. Wychowane na opowieściach o odkrywaniu świata, o niebezpiecznych przygodach i dzikiej przyrodzie, opowiadanych w jednym z szeregu przedmiejskich domków, w dzielnicy, w której nigdy nie zdarza się nic niezwykłego. Ich dorastanie, młodość, czasem całe życie rozdarte jest między rzeczywistością, a dziedzictwem ojców. Zasłuchani w historie swoich bohaterów muszą żyć w zupełnie inny sposób, ponieważ zawsze po epoce pionierów następuje epoka budowniczych. Przyszłe pokolenia przyjmują to jako oczywistość, dzieci pionierów mają z tym problem, bo w jakiejś części powiązane są z historią swoich ojców, z legendą, która kształtuje ich rzeczywistość. Jest ona swoistym mitem o ich pochodzeniu, jest niezwykle piękna, powszechnie znana, opowiadana z czcią, wzruszeniem i drżeniem w sercu, ale nade wszystko - przestarzała. W odkrytym świecie nikt już nie potrzebuje odkrywców, po latach tułaczki, trudów i walki o własne miejsce w świecie nadszedł czas zapuszczenia korzeni. Mieszkając już w upragnionej krainie szczęścia nie trzeba donikąd wyruszać, należy podkasać rękawy i w pocie czoła uczynić z niej bezpieczny dom dla kolejnych pokoleń. I to jest zadanie dla dzieci pionierów. Czy mają jakąś inną możliwość? Głośno nikt im jej nie proponuje, oczekuje się od nich jednego - zostania pionierami budowy światowego imperium szczęścia. Ale część z nich dostrzega alternatywę, zakazaną, bo radykalną - ucieczkę, od oczekiwań innych, od własnych powinności, do innego świata, innego miejsca, do pierwszej napotkanej kryjówki. Każdy ucieka jak umie, realizując przy tym w pewien sposób legendę ojców o podróży.

Bunt dzieci pionierów dokonał się w Stanach Zjednoczonych w latach 50. XX w. Po II wojnie światowej Nowy Ląd definitywnie i oficjalnie wkroczył w okres dorosłości, pozostawiając swoje szczęśliwe dzieciństwo w powieściach Jacka Londona i Marka Twaina. Skończyły się zabawy w kowbojów, Indian i poszukiwaczy złota, a kraj wkroczył w okres wielkiej prosperity i potrzebował urzędników, inżynierów i fachowców. To były dziedziny, w których realizować miały się dzieci pionierów - młodzież lat 50. Gwarantowały im one szybką niezależność finansową, możliwość zaciągania kredytów na kupno przeróżnych dóbr konsumpcyjnych ułatwiających życie: nowego samochodu, własnego domu w Levittown z kuchnią, łazienką, dwoma sypialniami i salonem z wielkim oknem, ze zlewem typu Bendix i telewizorem marki Admiral, z ogródkiem, w którym nie wolno było wieszać prania ani stawiać płotów i gdzie drzewa rosły w odstępach 28 stóp1. Powszechna uniformizacja, styl życia kształtowany przez reklamy, lansowany kult sukcesu, schematy, w które trzeba było się wpisać, żeby istnieć w społeczeństwie. To wszystko składało się na nowe oblicze Ameryki, oblicze, w którym "wolność" stanowiła tło dla "dobrobytu" i które dla sporej części dzieci pionierów było nie do zaakceptowania. Nowa Ameryka była dla nich "światem materializmu dupków".

Cały artykuł dostępny w wersji papierowej "Fragile"




1 G.B. Tindall, D.E. Shi, Historia Stanów Zjednoczonych, Poznań 2002, s. 1193.
PRZESTRZEŃ WYPOWIEDZI >> PODRÓŻ







© Copyright Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie. Wszelkie prawa zastrzeżone