fragile nr 3/2009
Czar zapomnianej przyszłości czyli autsajderzy w kosmosie
aut. Dariusz Brzostek
I. Futurologia w stylu retroW roku 1890 francuski pisarz, rysownik i karykaturzysta, Albert Robida, wydał swą futurologiczną powieść Le Vingti?me si?cle. La vie électrique (Wiek dwudziesty. Życie elektryczne) zaopatrzoną w szereg autorskich rycin prezentujących świat przyszłości w planie ogólnym oraz detalach przybierających zwykle kształt futurystycznych wynalazków naukowo-technicznych, które, jak "fonograf", "telefonoskop" czy "helikopter", ułatwiają życie "tubylcom przyszłości". Wizja Robidy, imponująca cywilizacyjnym rozmachem oraz trafnością wielu prognoz naukowych, politycznych i społecznych (emancypacja kobiet, ekspansja Chin, wojna biologiczna etc.), sytuuje się pośród niezliczonych stron piśmiennictwa futurologicznego wieku XIX, by wspomnieć tylko technokratyczną prognozę Verne'a (Paryż w XX wieku), apokaliptyczną fantasmagorię Wellsa (Wehikuł czasu) czy komunizującą utopię Bellamy'ego (W roku 2000). A jednak oglądana z perspektywy stu lat, które pochłonęły już bezpowrotnie przepowiadany przez francuskiego pisarza wiek XX, "elektryczna fantazja" Robidy przykuwa uwagę czymś jeszcze, zwłaszcza za sprawą owych ilustracji obnażających z bezwstydną dosłownością "kształt rzeczy przyszłych" w całej jego anachronicznej postaci, pozwalającej współczesnemu czytelnikowi przekonać się naocznie o ówczesnych, futurologicznych wyobrażeniach życia w dwudziestym stuleciu, konfrontując je bezlitośnie z "kształtem rzeczy minionych", które ziściły się zupełnie niezależnie od prognoz Robidy. Zawarte w tekście literackim spekulacje stanowią wszak li tylko fragment utopijno-futurologicznego dyskursu zrodzonego z "pytań o przyszłość", nękających nieustannie imaginację dziewiętnastowiecznych fantastów. Ilustracje Robidy, zdobiące tekst konkretnymi wyobrażeniami wynalazków i atrybutów przyszłego stulecia, otwierają wrota "archeologii wyobraźni", niosąc wiedzę o mniej lub bardziej naiwnych wizjach rzeczy przyszłych i roztaczając wokół czar przyszłości bezpowrotnie utraconej.
Podobne wrażenia rodzi słuchanie po latach płyt, które w połowie minionego stulecia starały się futurologicznie przyoblec w konkretne brzmienia muzykę przyszłości, prognozując kształt futurystycznej sonosfery świata, w którym eksploracja kosmosu oraz postęp cywilizacyjny musiały w sposób nieunikniony przekształcić także szlachetną sztukę dźwięku. Niezliczone albumy, które w latach 50., 60. i 70. ukazywały się głównie na rynku amerykańskim pod tytułami tak znamiennymi, jak Music from Outer Space, Music in Orbit, Music of the Future czy From Another Word, zyskując nawet czasem status odrębnej stylistyki określanej przez krytyków mianem space age pop. Wespół z komiksami o superbohaterach magazynami pulp fiction oraz filmami science fiction stały się integralną częścią trącącego kiczem imaginarium kultury masowej. Nim jednak muzyczna futurologia rozszalała się na dobre, zapładniając wyobraźnię niezliczonych twórców popkultury, uprawiali ją w zaciszu swych dźwiękowych laboratoriów ekscentrycy i autsajderzy, którzy - na wzór Wellsowskiego podróżnika w czasie czy Barbicane'a z pamiętnej powieści Verne'a, konstruowali instrumenty i snuli śmiałe wizje na temat "kształtu dźwięków przyszłych".
Cały artykuł dostępny w wersji papierowej "Fragile"


