fragile nr 3/2009
Fonoturystyka
aut. Michał Libera
Wśród dziesięciu funkcji fonografu, które wymienił ponad sto lat temu jego wynalazca, Thomas Edison, na pierwszym miejscu znalazło się pisanie listów. Nawet jeśli każdy z kolejnych dziewięciu punktów opiera się na podobnej ambicji, ten pierwszy nie powinien pozostawiać wątpliwości - nagrywanie i podróżowanie zorganizowane są wokół tego samego tematu: próby pokonania przestrzeni."31 marca [1939 roku] wyjechaliśmy z Port Aransas, gdzie spędziliśmy miesiące zimowe. Na przełęczy rozpakowaliśmy się i załadowaliśmy do naszego Plymoutha dobry, prawie nowy sprzęt do nagrywania, mikrofon, stojak i konwerter; zostawiliśmy natomiast dwie ciężkie baterie, które miały zostać wysłane i dotrzeć do nas w Huston. A my tymczasem pojechaliśmy do Austin, gdzie znaliśmy mechanika, który miał nam sprawdzić nasz nowy sprzęt".
Tak początek jednej z najsłynniejszych podróży w dziejach muzyki opisuje John Lomax - jej uczestnik i organizator. Wraz z żoną Ruby spędził kilka miesięcy w południowych Stanach Zjednoczonych, nagrywając ponad 25 godzin piosenek śpiewanych przez napotkanych muzyków. Razem skonstruowali oni równocześnie jeden z mitów założycielskich muzyki amerykańskiej; nową metodę muzykologii, która nazywana będzie nagrywaniem terenowym i wreszcie - pewne nastawienie poznawcze, które można by w skrócie nazwać fonoturystyką.
Cały artykuł dostępny w wersji papierowej "Fragile"