fragile nr 3/2009
O potrzebie osobistego doświadczenia w obliczu masowych tendencji
aut. Krzysztof Siatka
Kolejne edycje cyklicznych wystaw sztuki przyciągają przy okazji każdej odsłony tysiące zwiedzających, a Biennale Sztuki w Wenecji, Stambule, Pradze czy Documenta w Kassel urosły do rangi "Mekk" współczesnego wystawiennictwa. Warto odbywać pielgrzymki do tych miejsc, bo są to podróże pouczające. Pomimo, że dostarczają zgoła innych przeżyć niż religijne wędrówki, stały się zjawiskiem o randze masowych imprez. Odczytuję to jako syndrom egalitaryzacji kultury, który może jest pozytywnym skutkiem rozbudowanych strategii marketingu kulturalnego, leżącego u podstaw rangi wymienionych wystaw i idącego równolegle sukcesu.W 2007 roku w Europie jednego lata odbyły się 52. Biennale w Wenecji, Documenta XII w Kassel oraz Skulptur Projekte 07 w Münster. Obliczona na dużą skalę kampania medialna reklamowała koniunkcję zdarzeń, a organizatorzy połączyli siły, powołując program nazwany Grand Tour, który zjednoczył te imprezy oraz jeszcze targi sztuki współczesnej Art 38 Bassel. Poznając program Lata sztuki współczesnej, pozostawaliśmy w przeświadczeniu, że mamy do czynienia ze zjawiskiem równie rzadkim jak kometa na niebie. Efekt był z góry oczywisty - wystawy były oczywiście największe i zgromadziły największą liczbę turystów.
Paradoksalnie w stosunku do zjawisk masowej turystyki artystycznej rozwija się, zauważalna na podstawie wielu syndromów, potrzeba indywidualnej partycypacji faktu artystycznego. Wprowadzone na szeroką skalę w wystawiennictwie instalacje intermedialne, które wymuszają reakcję widowni sprawiły, że wzrost znaczenia interakcji w obrębie sztuki staje się wszechobecny i może ze względu na swoją atrakcyjność przyciąga coraz więcej zainteresowanych.
Cały artykuł dostępny w wersji papierowej "Fragile"