ARCHIWALNE
NUMERY

fragile nr 1/2010 (7)

Okrucieństwo do przyjęcia

aut. Piotr Tkacz

1 "Jeśli robisz hałas, to bardzo prawdopodobne, że ktoś cię usłyszy, a to znaczy że Hałas jest działaniem społecznym"1. Jest to jedna z Tez o hałasie baskijskiego laptopowca Mattina. Działa on w obrębie muzyki improwizowanej - takiej która nie ma nic wspólnego z jazzem. Nie improwizuje się tutaj na podstawie jakiegoś tematu, nie ma materiału bazowego. Co więcej, znaczna część artystów stara się wyjść poza jakikolwiek styl czy idiom muzyczny. Jest to podejście, które zakłada ciągły rozwój, stałe kwestionowanie swoich osiągnięć, rewidowanie postaw. Jednak, jak każdy gatunek, także ten obrósł w pewne schematy, a Mattin nie jest pierwszym (ani jedynym) twórcą, który to dostrzegł. Wielu improwizatorów zadaje pytania i snuje refleksje nad stanem tego obszaru muzyki, jednak Mattin uwypukla pewne kwestie, często stawiając sprawę na ostrzu noża. Czyni to również poprzez płyty, ale wydaje mi się, że to jego występy dotykają miejsc newralgicznych (nie tylko, jeśli chodzi o improwizację, również o sytuację występu, "działania scenicznego" jako takiego).

Graj (cicho siedź!)

Polska publiczność miała okazję zobaczyć Mattina na żywo w 2007 roku podczas festiwalu Ad Libitum II. Wydarzenia, które się tam odbywały wypada nazwać koncertami, tak więc pozostanę przy tym określeniu. Na jednym z nich Bask wystąpił z francuską pianistką Sophie Agnel i polskim gitarzystą Piotrem Bukowskim. Mattin siedział na środku za swoim laptopem i nic nie robił, trwał nieporuszony, jego ekspresja ograniczała się do mrugnięć. Pozostała dwójka improwizowała, gdy w pewnym momencie zdarzyła się chwila ciszy, Mattin wcisnął klawisz laptopa i usłyszeliśmy nagranie jakiejś przestrzeni, jakby pustego pomieszczenia. Agnel i Bukowski kontynuowali, a po jakimś czasie w nagraniu puszczanym z laptopa pojawiły się dźwięki grane przez nich wcześniej (z racji słabych możliwości mikrofonu zdeformowane, brzmiące "nie tak, jak powinny").

Konceptualnie było to bardzo ciekawe, ponieważ Mattin najpierw pozwolił grać muzykom samym (uważnie ich śledząc - nagrywając), a potem postawił ich w sytuacji, gdy grali jeszcze bardziej ze sobą, ze swoimi odbiciami. Widać, że nie o dźwięki czy muzykę Mattinowi chodzi, stąd też moje wahanie co do terminu "koncert". Artysta wybiera meta-poziom, gdzie materia dźwiękowa jest tylko środkiem do pokazania pewnych problemów. Oczywiście otoczka wokół muzyki improwizowanej ma swoje znaczenie. Określa się ją jako awangardową - muzycy poszukują nowych dróg, słuchacze są otwarci i dają się prowadzić po tych nowych terenach, chcą tego, czego jeszcze nie znają, chcą być zaskakiwani. Jak Mattin zauważa, "Muzyka improwizowana ma potencjał, aby zakłócać poprzednie sposoby tworzenia muzyki, ale to grający muszą je rozerwać, by znaleźć drogę"2.

Słuchaj (mnie uważnie!)

Kolejny jego występ na festiwalu był owym brutalnym rozrywaniem i o wiele ostrzejszym komentarzem do sytuacji improwizowania. Mattin został zestawiony z gitarzystami: Marcinem Dymiterem, Andrzejem Izdebskim i Piotrem Bukowskim. Bask ze swojego laptopa wydobywał drażniące, drapiące dźwięki, jakby ktoś przymocował mikrofon kontaktowy do papieru ściernego. Nachylał się do odsłuchów, jakby sprawdzał, czy na pewno dobrze go słychać, podszedł też do głośników, by się upewnić. W tym czasie trójka gitarzystów grała na swoich instrumentach. Jeszcze mieli nadzieję na udaną" improwizację czy już wiedzieli, o co chodzi? Dźwięki laptopowe ucichły, stopniowo, ale dość szybko i płynnie. I co teraz? Już się wyszalał, pohałasował sobie i wreszcie będzie można pograć w spokoju? Dymiter tworzył płynące przestrzenie, Izdebski punktował pojedynczymi dotknięciami strun, Bukowski grał poszarpane akordy. Zignorowali to, co się stało? Wykluczyli Mattina ze swojego świata, bo nie był nastawiony na dialog? Ulżyło im, gdy zostawił im miejsce, bo teraz można było stworzyć coś, czego publiczność oczekuje po koncercie muzyki improwizowanej? Mattin po dłuższej chwili "odpuścił", napił się wody, jak gdyby zmęczony po graniu. Czy znów "będzie spokój"? Ale od tej chwili już nic nie chce się układać - takie przynajmniej mam wrażenie słuchowe. A może po prostu nie ma dla mnie znaczenia, co zostanie zagrane, bo wszystko będzie nieprawidłowe, nieodpowiednie (albo raczej - nieodpowiadające). Przed końcem ma miejsce jeszcze jedno wejście Mattina, dźwięk średnio-wysoki, w trakcie trwania rozlewa się w dół, nabiera ciała. Na jego wyciszenie nachodzi manipulacja Dymitera pokrętłami wzmacniacza, nie głośna, ale inna niż wcześniejsze jego granie. Koniec, tzn. cisza, klaskanie wydaje mi się bez sensu. Szkoda, że nie miałem czasu popatrzeć na reakcję improwizatorów - rozmawiali ze sobą? wymienili uścisk dłoni?




1 Mattin, Theses on Noise, http://www.mattin.org/essays/THESES_ON_NOISE.html
2 Mattin, Going Fragile, http://www.mattin.org/essays/Going_Fragile_english_FINAL.html
PRZESTRZEŃ WYPOWIEDZI >> OKRUCIEŃSTWO

"Fragile" EKO

Drodzy Czytelnicy, przygotowywany numer o ekologii ukaże się z opóźnieniem... więcej >>

"Fragile" dla Slawistów ATH

Pismo kulturalne "Fragile" publikuje teksty o poezji, prozie polskiej, serbskiej (M. Żivanoić, M. Mitrović, E. Halilović, V. Stojnić, P. Matović), rumuńskiej (Gellu Naum), rosysjskiej (Oksana Robski). Dla przyjaciół Koła Naukowego Slawistów ATH w Bielsku-Białej mamy kilka egzemplarzy w siedzibie koła na hasło "Fragile". Szczegóły

"AnKa. Sennik byłej poetki"

Nowa książka Anny Kapusty - współpracowniczki "Fragile"

Dla "Fragile"

Zachęcamy do wsparcia wydawania Fragile...

Przestrzeń wypowiedzi to miejsce na Wasze wypowiedzi na temat numeru - Żart.

Napisz...

© Copyright Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie. Wszelkie prawa zastrzeżone