TEMAT NUMERU
MISTYFIKACJA

czytelnia


Rozważania natury fundamentalnej redaktorki pisma kulturalnego

Agnieszka Kwiecień

To, jaką rolę pełnią i komu są potrzebne pisma kulturalne pozostaje wciąż kwestiami obarczonymi wieloma wątpliwościami. Zastanawiam się, spoglądając na wyniki programu Wydarzenia artystyczne - Czasopisma Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jaką wizję kultury mają dysponenci publicznych pieniędzy w Polsce, po co ich zdaniem ona istnieje, na czym polega i czym właściwie jest?

Nowe pomysły dotyczące finansowania kultury w Polsce bladym strachem kładą się, co jakiś czas, na obliczach ludzi zainteresowanych jej funkcjonowaniem. Ponownie zmora pojawiła się przy okazji rozmów o pismach niszowych w Fundacji Schumana w Warszawie 17 marca tego roku. Igor Janke, prowadzący dyskusję, nieśmiało zasugerował, że może czasopisma powinny finansować swoją działalność samodzielnie. Nie ukrywajmy - byłoby pięknie, jednak aktualnie nie ma ku temu warunków. Zastanawiam się zatem, dlaczego w obliczu dzisiaj niezastąpionej roli mecenatu państwowego i prawie braku takowych prywatnych oraz specyfiki klasowego podziału społeczeństwa polskiego ze względu na zasób portfela i stan wiedzy wyciągać podobny argument przeciw programom dofinansowania kultury z publicznych pieniędzy? Czy wspieranie wydawania periodyków kulturalnych ze środków budżetowych nie jest uzasadnione? Czy czasopisma powinny utrzymywać się wyłącznie samodzielnie? Na przykład ze sprzedaży reklam czy nakładu lub pozyskiwania sponsorów?

Reklamy przynoszą minimalny zysk redakcjom, jednak ich nadmiar nie sprzyja, bywa że przytłacza inne treści i zmienia charakter całego wydawnictwa. Cena pisma w księgarni czasem jest niższa, dla dobra czytelnika, od faktycznych kosztów wyprodukowania egzemplarza. Ciągle pracujemy nad tym, aby więcej ludzi mogło sięgnąć po produkty kultury, a jak wiemy często ich portfele tego nie wytrzymują. Sponsorzy bywają o tyle niebezpieczni, że wymagać mogą zbyt wielkiego wpływu na formułę produktu.

Kultura w Polsce z wielu względów musi być sprawnie dofinansowywana przez Państwo. Tym bardziej te pisma, które po prostu są jego własnością, gdyż są wydawane przez publiczne instytucje kultury. Nie istnieje dość duża grupa społeczna, która byłaby zainteresowana finansowaniem przedsięwzięć kultury i nauki z prywatnych środków. Jeżeli natomiast przyjąć, że produkty artystyczne mają się sprzedawać za cenę, która pokryje koszty ich produkcji, wówczas kogo będzie na nie stać? A może skoro kultura nie znajduje wystarczająco wielu odbiorców, to nie warto w nią inwestować? Po co uszczęśliwiać kogoś na siłę? Seriale telewizji polskiej mają świetną oglądalność. TVP ogłosiła niedawno raport z pełnienia misji publicznej. Z kilku miliardów złotych wydanych na telewizję tylko kilka milionów zostało przeznaczonych na TVP Kultura.

Zdecydowanie pisma kulturalne są częścią kultury i z racji tego zasługują na wsparcie. Skoro dotacje otrzymują teatry, opery, galerie, muzea, to z jakiego powodu nie miałyby otrzymywać redakcje? Czy świetne pisma zajmujące się kulturą nie są częścią kulturalnego dorobku społeczeństwa? Ależ są i to znakomitą.

Wracając do wspomnianego, ministerialnego konkursu, problemy zauważam już na płaszczyźnie jego procedur. Moje wątpliwości budzi zagadnienie przynależności różnych rodzajów czasopism do sfery kultury, jak również konieczność porównywania skrajnie odmiennych wydawnictw. Nie wszystko, co wychodzi cyklicznie na papierze czy w Internecie uznać należy za czasopisma kulturalne. Czy takimi są periodyki zdecydowanie polityczne? Czy na pewno polityka zawsze jest kulturą? Może partie powinny być finansowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Polityka ma duży wpływ na kulturę, olbrzymi na funkcjonowanie instytucji publicznych, jest obecna w dyskursach humanistycznych, teoriach naukowych, inspiruje i zmusza artystów do wypowiedzi, ale nie jest kulturą. Nie jest nią również mecz piłki nożnej.

Klasyfikacji na potrzeby programów grantowych można dokonać choćby następująco: pierwsze: kulturalne, drugie: edukacyjne, trzecie: polityczno-społeczne. Więcej pieniędzy zostanie na programy w obszarze kultury, jeżeli np. edukacyjnymi wydawnictwami zajmie się odpowiednie ministerstwo. Oczywiście są pisma, które łączą wszystkie te płaszczyzny, zapewne jednak można w nich wyodrębnić jakiś kluczowy charakter. Bo jak z pismem, które zajmuje się tylko sztukami wizualnymi porównywać takie, które zajmuje się dydaktyką wychowania fizycznego w szkołach podstawowych? I nie musi żaden obszar na tym stracić, ani nawet nie powinniśmy ubolewać nad wytworzeniem się podziałów we wspólnocie prasy. Te różnice wewnętrzne są, choćby wyraźne dla czytelnika. Ostatecznie zróżnicowanie oferty jest korzyścią dla kultury.

Kolejne zagadnienie: regulamin programu nie pozwalał do wniosku dołączyć egzemplarzy pisma. Proszę mi zatem powiedzieć, w jaki sposób eksperci oceniający wartość, choćby graficzną danego periodyku, byli w stanie to zrobić, mając tylko opis? Czy szukali zdjęć okładki na przykład na stronie internetowej? Lub, można mieć nadzieję, że skoro są ekspertami w dziedzinie, to znają doskonale rynek pism w Polsce. Ale jeśli nie mieli okazji podziwiać dokładnie szaty graficznej lub, jeśli nie wpadło im w ręce nigdy jakieś pismo, przez co nie zaistniała szansa, aby poczuć aksamitność i sprężystość okładki, delikatną szorstkość wnętrza i głębokość matowej czerni, których nie da się przełożyć na wersję elektroniczną? Jeśli nie mieli, to wówczas wszystko na nic. Zamiast czytać zawartość pism oraz podziwiać ich materialność, eksperci czytają wnioski. A wnioski (mimo że nie kwestionuję konieczności ich odpowiedniego napisania) to nie wszystko.

Usłyszałam propozycję, aby zawartość pism, które są dotowane przez państwo udostępniać bezpłatnie w całości w Internecie. Idąc dalej takim tropem: na spektakle w operze i wystawy w galeriach miejskich powinien być bezpłatny wstęp - duże instytucje dostają więcej pieniędzy z budżetu niż redakcje czasopism, więc tym bardziej. Jeżeli cały materiał pism, które korzystają z medium papierowego zostanie opublikowany w Internecie, to czy ktoś kupi jeszcze egzemplarz w księgarni? Nie mam nic przeciwko mediom elektronicznym, ale jeżeli jakieś wychodzi w wersji tradycyjnej, to raczej ma ku temu powód. Nie powinno w zależności od, przyznanej lub nie, dotacji stawać się papierowym albo wirtualnym.

Na rynku funkcjonuje wiele pism, które mogłabym określić mianem lifestylowych. Są najczęściej kolorowe, na grubym, kredowym papierze, błyszczące, zapełnione są fotografiami dużych rozmiarów, które przedstawiają piękne kobiety i przystojnych mężczyzn. Są atrakcyjne, tytuły artykułów rzucają się w oczy, a treść nie jest zbyt długa. Zasadniczo znajdziemy w nich artykuły o modzie, o miejscowych lokalach gastronomicznych, o seksie, trochę plotek z życia gwiazd, prezentacje salonów fryzjerskich, do tego nieco kultury - krótka wzmianka o wernisażu czy koncercie. Magazyny takie zapełnione są reklamami, które pozwalają pismu świetnie prosperować. Są często rozdawane za darmo w bardzo dużych nakładach. Schlebiają gustom żądnym plastikowego image'u, wielkomiejskiego animuszu, luksusu, patosu. Czy kultura powinna być tak opakowana, aby się sprzedać, aby się podobać?

Uważam zdecydowanie, że to nie pewne wartościowe formy kultury należy zmienić i upodobnić do tych, na które jest popyt. To raczej społeczeństwo powinno zadbać o należytą edukację, która pozwoli zrozumieć współczesne osiągnięcia sztuki i dyskursów humanistycznych. Miejmy nadzieję, że w miarę rozwoju, w związku z bogaceniem się społeczeństwa, więcej będzie zainteresowanych ambitnymi wydarzeniami kulturalnymi i czytaniem. Wówczas też to, czym zajmują się popularnonaukowe czy artystyczne magazyny przestanie być niszowe.

A jeśli nadzieje płonne i marny trud natenczas pozostaną nam popularno-rozrywkowe formy kultury. Artyści w końcu sczezną a pisarze umrą z głodu. I nikt nie będzie musiał się zastanawiać, czy warto wydawać solidnie przygotowane pisma o kulturze.

Jeżeli zabraknie pism, które przeprowadzają rzetelną krytykę wydarzeń artystycznych, którym nieobcy jest naukowy dyskurs, ale podany niejednokrotnie w popularnonaukowej, krótszej wersji, to co wówczas? Pozostaną instytucje kulturalne, producenci wydarzeń artystycznych, rynek sztuki i populistyczne magazyny, w których dobrej krytyki czy świetnego eseju ze świeczką szukać. Wszystko, co funkcjonuje w obszarze kultury ulegnie ujednoliceniu i zamieni się w zmieloną, łatwo strawną papkę.

PRZESTRZEŃ WYPOWIEDZI











Przestrzeń wypowiedzi to miejsce na Wasze komentarze i refleksje

Napisz...

© Copyright Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie. Wszelkie prawa zastrzeżone