czytelnia
Bezrobotni Milionerzy
Anna Kućma, Will BoaseNa Master Coffe Alley, w miejscowości Jinja w Ugandzie, dzień zaczyna się około jedenastej. Wąska alejka, której nazwa wzięła się od niedziałającego już od jakiegoś czasu sklepu, jest ruchliwym miejscem handlu, zdecydowanie nie dla rannych ptaszków. Tuż przed dziesiątą, jak co dzień, pomarańczowa plandeka zostanie pieczołowicie rozciągnięta w poprzek ulicy, tak by ochronić małe stoiska przed palącym, południowym słońcem. Prawdziwy biznes zaczyna się jednak o jedenastej, kiedy na stragany zostaną dostarczone czarne, plastikowe worki.
W drodze na plantacje mirrar, niedaleko lasu Mabira, południowa Uganda.
Zawartość, która kryje się w plastikowych torbach, to kat (Catha edulis, czuwaliczka jadalna), w lokalnym języku Lusoga znana jako mirrar. Roślina ta, często spotykana na Bliskim Wschodzie oraz w Ameryce Północnej i Afryce Wschodniej, ma reputację narkotyku używanego głównie przez długodystansowych kierowców ciężarówek, żołnierzy, a nawet piratów somalijskich. Wygląd rośliny różni się w zależności od miejsca pochodzenia. W Ugandzie są to zazwyczaj małe, skórzaste liście, mniej więcej wielkości pięciozłotówki, czasem sprzedawane jeszcze na gałązce, a czasem już nie. Żute liście mają łagodne, ale jednocześnie uzależniające działanie. Za właściwości stymulujące i psychoaktywne mirrar odpowiedzialny jest katynon, alkaid z grupy fenetyloaminów, mający działanie podobne do amfetaminy.
Świeżo zebrane liście mirrar. Młode, miękkie i świeżo zebrane liście osiągają największe ceny na rynku.
Przeciętna paczuszka mirrar kosztuje 1000 ugandyjskich szylingów, czyli ok. 1,25 zł, i zapewnia jej właścicielowi do około dwóch godzin żucia. Po pierwszych minutach żucia człowiek staje towarzyski i czuję nieodpartą chęć do rozmowy, wzrasta jego aktywność, a także czujność. Następnie pojawia się łagodny etap relaksacji, a szczęka i zęby zaczynają odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia. Nagle i gwałtownie uczucie relaksacji znika i zostaje zastąpione przez pustkę. Działanie narkotyku słabnie, cicho wkrada się i daje o sobie znać poamfetaminowa depresja.
Właścicielka plantacji, Mama Nalongwamala, pokazuje świeżo zebrane mirrar.
W Ugandzie mirrar żuje się z gumą balonową "Big G", która smakuje i wygląda dokładnie tak, jak niegdyś "Donald". Guma pomaga zatuszować gorzki smak liści. Handlarze na Master Coffee Alley sprzedają mirrar zapakowany w małe paczuszki robione ręcznie z liści bananowca. Można u nich kupić również papierosy, no i oczywiście "Big G". Liście muszą być miękkie i świeże, inaczej są nic nie warte. Dlatego zbiera się je o świcie, zanim wysuszy je palące słońce. Co rano grupy zbieraczy wyruszają na plantacje znajdujące się w lesie i przy okolicznych wioskach, żeby napełnić czarne worki liśćmi, a potem dostarczyć je na targ.
Mirrar zapakowane w liść babanowca.
Kiedy liście docierają do miasta około jedenastej, Master Coffee Alley staje się gwarnym targowiskiem. Obok stoisk, gdzie sprzedaje się mirrar, ustawione są ławki, cały dzień okupowane przez żujących. Wkrótce między straganami zaczną krążyć kobiety sprzedające gorącą herbatę z mlekiem, klienci będą nadciągać stałym i nieprzerwanym strumieniem, a każdy z nich odejdzie ze zgrabną paczuszką z liści bananowca, gumą i paczką papierosów.
Stoisko handlarza liści, który żuje czekajac na klientów na Master Coffee Alley.
Doświadczeni bywalcy Master Coffee Alley powoli wkładają liście i kawałki gumy do buzi, a żując, formują w ustach kulkę. Zieloną masę przeżuwają tak długo, jak to tylko możliwe. Powoli dokładają kolejne liście oraz więcej gumy, kulka pęcznieje w ustach, a soki z liści mieszają się ze śliną. Liści nigdy się nie połyka. Zielone granulki, wypluwane kiedy liście stracą już swoją moc, od razu brązowieją na słońcu. Właśnie po tych brązowych i wysuszonych pozostałościach mirrar poznaje się miejsca spotkań żujących.
Liście w workach, gotowe do podziału i sprzedaży.
Mała alejka ze straganami szybko wypełnia się klientami, ale także znajomymi sprzedawców, którzy przychodzą tu od lat. Atmosfera przepełniona jest śmiechem i żartami, opowiadanymi z policzkami wypchanymi mirrar.
Widok na Master Coffee Alley, Jinja.
- Lubię żuć, przynajmniej nie czuję nudy. Wiesz, my żujemy od dzieciństwa. Mój dziadek, mój ojciec, wszyscy żuli - opowiada Mohammed, w uśmiechu pokazując swoje białe zęby. Żuje i zajmuje się sprzedażą mirrar od 1978 roku.
Mohammed, handlarz mirrar od 1978 roku, czeka na swoich pierwszych klientów.
Mirrar, jej działanie i cała otoczka, którą niesie ze sobą żucie, przyciąga także młodych mężczyzn niemających perspektyw na znalezienie pracy. Odnajdują pocieszenie w dniach spędzonych na żuciu w towarzystwie innych, którzy są w podobnej sytuacji. Ich życie toczy się monotonnym rytmem. Budzenie się, czekanie na nową dostawę mirrar, żucie, niespokojny sen i tak w kółko. Substancje zawarte w liściach mają jeszcze inną, pożądaną właściwość - tłumią apetyt. Dwa posiłki dziennie w zupełności wystarczają. Poziom bezrobocia w Ugandzie jest szczególnie wysoki, właśnie dlatego biznes handlarzy mirrar tak dobrze prosperuje, zapewniając złudny komfort i pociechę tym, którzy tego potrzebują.
Ożywiony handel na Master Coffee Alley.
Kupujacy sprawdza jakość liści, podczas gdzy handlarz pakuje je w liść bananowca.
Sprzedawcy oferuja także gumy balonowe i papierosy.
W wielu częściach świata mirrar została scharakteryzowana w mediach oraz w raportach zdrowia jako lek, którego użycie i nadużycie powoduje lenistwo. Uważa się, że żucie liści pogłębia cechy wybuchowego usposobienia, a także przyczyniać się może do większej impulsywności i agresywnych zachowań wśród rebelianckich żołnierzy. Światowa Organizacja Zdrowia już w 1980 roku uznała mirrar za narkotyk. W wielu krajach uprawianie czy posiadanie rośliny jest nielegalne, w innych natomiast handel mirrar i uprawa jest czymś zupełnie normalnym (w Jemenie uprawa katu stanowi 40% wszystkich upraw). Południowy Sudan wprowadził niedawno zakaz stosowania i uprawy mirrar, podobnie jak kilka innych krajów afrykańskich, próbując tym samym regulować i powstrzymywać handel i zażywanie narkotyku.
Kobieta przebierająca liście mirrar, wybiera najlepeij nadające sie do sprzedarzy.
Dwóch księgowych, cieszących się swoją południową przerwą na papierosa, siedzi na ławeczce tuż obok straganów na Master Coffee Alley. Gawędząc, poruszają tę właśnie kwestię. Obaj są zdania, że uzależnienie od żucia liści jest niebezpieczne dla zdrowia, do tego są przekonani, że nadużywanie rośliny powoduje lenistwo. Zapytani o ich papierosowy nałóg oburzają się i pokazując na sprzedawców stojących nieopodal, mówią: - To, co oni sprzedają, jest o wiele silniejsze! Jednak rynek mirrar kwitnie i nie zanosi się, żeby miało się to zmienić.
Jeden z żujących pozuje do zdjęcia. Liscie trzyma w lewej, a gume balonowa w prawej kieszeni.
Kupujący pochodzą z różnych grup społecznych, chociaż głównie są to młodzi mężczyźni, często muzułmanie. Na Master Coffee Alley pojawia się również wielu elegancko ubranych mężczyzn w średnim wieku, którzy kupują liście, by spędzić wieczorem czas na wspólnym żuciu i rozmowach z przyjaciółmi, bo żucie to zajęcie towarzyskie. Kobiety też żują, ale rzadko widzi się je na ulicach, a jeśli już, to znaczy, że same handlują albo ich chłopak zajmuje się handlem mirrar.
Inny żujący mirrar pali papierosa. Pytany o siniaki na twarzy mówi, że "znokałtował go alkohol".
W Jinja młodzi mężczyźni i kobiety gromadzą się w miejscu, które zyskało sobie przydomek "Jobless". Postkolonialny dom niedaleko centrum miasta stał się miejscem spotkań dla grupy ludzi, spędzającej tam wspólnie czas, oczywiście głównie na żuciu mirrar. Sami siebie nazwali "Bezrobotnymi Milionerami" ("The Jobless Millionaires"), bo chociaż nie mają stałej pracy, zawsze starcza im pieniędzy na zakup nowej porcji mirrar i kolejnej paczki papierosów. Członkowie grupy są dumni ze swojej do niej przynależności, widać, że bardzo się z nią identyfikują. W grupie panuje niejasna hierarchia, ale rządzą nią przejrzyste zasady, nad którymi czuwa wiekowa już Hinduska, przez wszystkich znana jako Mama Bebi.
Siedziba Jobless Millionaires.
Ktoś siedzi na podłodze, ktoś leży na jednym z dwóch łóżek, w rogu odbywa się rozgrywka karciana, a na drugim końcu siedziby Jobless toczy się zacięta dyskusja o polityce i przerwach w dostawie energii elektrycznej - dwóch najbardziej w tej chwili palących tematach w Ugandzie. "Bezrobotni Milionerzy" żują non stop. Wszystkim wykonywanym czynnościom towarzyszy intensywny dźwięk przeżuwanych liści przerywany przez ciche trzaski palących się papierosów. Gra w karty jest hałaśliwa. Na jednym z łóżek leży mężczyzna, znany w towarzystwie jako Obama. Leży z otwartymi oczami, ale zdaje się nic nie widzieć.
Plakaty Gaddafiego i Obamy na ścianach w siedzibi Jobless Millioners.
Khalid, który pół żartem pół serio twierdzi, że jest prezydentem "Bezrobotnych Milionerów", głośno przeżuwa, jednocześnie tasując karty do kolejnej rozgrywki blackjacka. Urodzony w Ugandzie, ale somalijskiego pochodzenia, mówi, że chce być gwiazdą muzyki pop. Śmiejąc się, wyjaśnia panujące zasady - buty należy zdjąć przed wejściem, wszyscy powinni być dla siebie uprzejmi i zawsze dzielić się z innymi mirrar i papierosami, żadnych śmieci na podłodze. Czarne worki pełne liści krążą po pokoju, zawsze dostępne dla tych, którzy nie mają swoich liści. Khalid otwarcie opowiada na pytanie, dlaczego żuje, tłumacząc, że staje się bardziej zrelaksowany, a mirrar sprawia, że czas szybciej płynie. - Dzień po prostu mija - mówi.
Khalid, notuje wyniki gry karcianej.
Mirrar w Ugandzie ma ugruntowaną pozycję, oferując możliwość dobrze spędzonego czasu tym, którzy tak naprawdę mają go bardzo mało. Do tego za relatywnie niską cenę. To jednocześnie rozwiązanie i sposób na zabicie nudy, bezrobocia, a paradoksalnie także przyczyna pogłębiania się tego zjawiska. Mirrar nęci i wabi możliwością znalezienia przyjaciół i zabicia czasu szczególnie młodych, którzy zwykle nie mają zbyt wiele do roboty.
W miejscu, gdzie pracy jest mało, a dni są długie, żucie mirrar stało się ucieczką dla wielu.
Jeden z czlonków Jobless Millioners zapala papierosa zapałką, po tym jak wyłączono elektryczność.
Zdjęcia: Will Boase


