czytelnia
Pytania
Stefan PappTematyka Wszechbytu bardzo mnie interesuje, toteż ucieszyła mnie publikacja rozmowy pana Marka Górlikowskiego z panem prof. Markiem A. Abramowiczem pt. Wielki, większy, nieskończony w „Gazecie Wyborczej”* . Niestety, utknąłem już przy podtytule. Zamieszczone w nim cytaty z rozmowy wzbudziły podejrzenie, że będzie to popis złotych myśli i błyskotliwych bon mottów. Moje obawy wzrosły przy czytaniu pierwszego akapitu.
Każdy może myśleć i mówić, co chce, z tym, że astrofizyk nie jest w sprawach swojej nauki „każdym”! Ponieważ mam trudności w zrozumieniu potoku kategorycznych stwierdzeń, zdecydowałem się zadać panu Profesorowi kilka sprowokowanych jego wypowiedziami pytań.
Rys. Stefan Papp
Podtytuł: Wszystko, co jest logicznie niesprzeczne, istnieje. Hipoteza Stwórcy nie jest logicznie sprzeczna. To znaczy, że muszą istnieć wszechświaty stworzone przez Boga. Dlaczego nie nasz?
Wszystko, co jest logicznie niesprzeczne, istnieje.
Czy z tak sformułowanego twierdzenia kosmologa Dennisa Sciamy wynika, że wszystko, co jest logicznie niesprzeczne, musi istnieć? To znaczy, że nic, co jest logicznie sprzeczne, nie może istnieć i że absolutnie wszystko, co istnieje jest logicznie niesprzeczne?
Skąd można wiedzieć, że coś jest albo nie jest logicznie sprzeczne, skoro to coś nie istnieje? Z samego faktu, że istnieje albo nie istnieje? Ale co nie istnieje?
Czy zatem należy przyjąć, że nie istnieją żadne logicznie sprzeczne wierzenia, cuda, poglądy, twierdzenia, osądy, prawa, decyzje, zachowania, sytuacje, interesy, rozwiązania, instytucje, wydarzenia, zjawiska? Wobec tego, jakim sposobem istnieje nękana wielorakimi sprzecznościami ludzkość?
Hipoteza Stwórcy nie jest logicznie sprzeczna.
Jeżeli stwórcą jest ten, kto stworzył coś z niczego, to znaczy, że Stwórca stworzył Wszechbyt z niczego w niczym – o ile nicość może być miejscem?
Czy wiecznie istniejący Stwórca był już stwórcą, zanim stworzył Wszechbyt? Jeśli nie był stwórcą, bo niczego nie stworzył, to kim i czym był? Jeżeli był Bogiem, to wobec kogo lub czego spełniała się jego boskość, skoro niczego poza nim nie było? Wobec siebie samego?
Jeżeli stwarzanie daje początek istnienia temu, co zostało stworzone, to uprawnione jest pytanie: kiedy i dlaczego Stwórca, który istniał zawsze, stworzył Wszechbyt? Czemu stworzył go właśnie wtedy, kiedy go stworzył?
Czy przypisując wiecznemu Bogu rolę Stwórcy Wszechświata, nie stawia się go w niezręcznej sytuacji, że istniejąc bez Wszechświata, jego istnienie nie miało sensu – dlatego ten Wszechświat stworzył? Czy twierdzenie, że Wszechświat został stworzony, nie stwarza tym samym problemu wyboru miejsca, czasu i przyczyny powstania Wszechświata?
Jeżeli jednak już coś istniało, z czego Stwórca stworzył Wszechbyt, to czym to coś było, jeśli nie Wszechbytem? Kiedy się coś robi z czegoś, co już jest, to czy jest to stwarzanie, czy przeobrażanie sposobu istnienia tego czegoś? Czemu Wszechświat podlega ciągłemu przeobrażaniu się, jakby jego stwarzanie wciąż jeszcze trwało? Czy o czymś, co nie jest skończone można powiedzieć, że już zostało stworzone?
Czy stwarzając Wszechbyt, Stwórca ustanowił warunkujące jego istnienie prawa natury? To wydaje się oczywiste! Czy to prawda, że cud jest „zjawiskiem, które według wierzeń religijnych nie wynika z praw przyrody, lecz daje się wytłumaczyć tylko interwencją Boga” (SJP PWN)? Jeżeli Stwórca ustanowił takie prawa, to czy jest logicznie niesprzeczne zaprzeczanie cudami tym prawom? Czy Stwórca, postępując logicznie sprzecznie – jest logicznie niesprzeczny? Czy łamiąc ustanowione przez siebie prawa, Stwórca daje takim postępowaniem niesprzeczny przykład swoim stworzeniom, czyli ludziom, od których oczekuje przestrzegania swoich praw?
To znaczy, że muszą istnieć wszechświaty stworzone przez Boga.
Czy twierdzeniu – „muszą istnieć wszechświaty” nie przeszkadza fakt, że określenie wszech znaczy wszystko, i że w żadnym języku słowo wszechświat, czyli Uniwersum nie ma liczby mnogiej...
Jakie przymusy sprawiają, że „muszą istnieć wszechświaty”? Czy hipoteza wielości wszechświatów nie jest logicznie sprzeczna, bo kwestionuje jedyność Wszechbytu, która definiuje jego tożsamość?
Czy każdy z tych „nieskończenie wielu wszechświatów” jest oryginałem, czy tylko jeden Wszechświat został oryginalnie stworzony, a reszta to są już tylko jego repliki? Jeżeli wszystkie są oryginalnie stworzone, muszą się między sobą czymś zasadniczo różnić, co określa ich oryginalność. Czym mogą się różnić między sobą wszechświaty, rozpatrywane na poziomie Wszechbytu? Jeżeli zaś są replikami, to czy jest zasadne nazywanie tworzenia replik – „stwarzaniem wszechświatów”? A jeżeli są elementami większej całości, to jaki sens ma określanie elementu czegoś, nazwą całości, np., że kontynenty, góry, lasy, pustynie, jeziora i morza są ziemiami Ziemi?
Czy radykalne sformułowanie „muszą istnieć wszechświaty” nie wyklucza możliwości, że te wszystkie światy – a nie „wszechświaty” – wzajemnie się dopełniają i razem stanowią jedność, czyli spójną całość – a więc Wszechbyt?
Dlaczego nie nasz?
No właśnie: dlaczego nie nasz?
W pierwszym akapicie rozmowy, pan Profesor wyznaje: Wielu, jak ja, wierzy, że jest Ostateczne Królestwo i Ostateczna Nieskończoność. Jeżeli coś jest, to musi gdzieś być. Skoro pan Profesor wierzy, że jest Ostateczne Królestwo i Ostateczna Nieskończoność, cokolwiek to znaczy, to szkoda, że nie zdradza, gdzie jego wiara sytuuje to „jest”? I czemu właśnie tam?
Mały komentarz. Wiadomo, że człowiek jest zaprogramowany na myślenie kategoriami początku i końca. Nie powinno się jednak to ludzkie ewolucyjne ograniczenie przenosić na postrzeganie Uniwersum! Co stoi na przeszkodzie, by uznać, że Wszechbyt istnieje od zawsze i na zawsze i nikt go nie stwarzał? Dlatego nie ma początku ani końca. Czemu Bóg, który z definicji także istnieje zawsze, musi być koniecznie stwórcą Wszechbytu: czemu nie może być jego immanentną wartością, która scala Uniwersum? Jak scalającą wartością dzieła sztuki jest jego artystyczna idea, która poza dziełem nie istnieje...
Artysta tworząc – wynajduje – z inspiracji swojej intuicji i wrażliwości, z doświadczeń i przemyśleń, jeszcze nie istniejącą ideę i odkrywa jej formę. Prawdziwością dzieła sztuki jest jedność idei-formy – jak prawdziwością myśli naukowej jest sprawdzalność jej odkrywczych czy wynalazczych prawd, sens i logiczna niesprzeczność idei-formy jej twierdzeń. Sztuka poszerza naszą wyobraźnię o nowe wartości wyrazowe i znaczeniowe, wzbogaca wrażliwość o nowe doznania. Dzięki rewolucji w sztuce, odnowiła się jej zdolność antycypacji – twórczość artystyczna uzyskała nowe możliwości wyrazowe i właściwości refleksyjnego kształtowania, które otwierają duchowość na nowe wrażenia i nieznane dotąd przeżycia, jakie przynosi postęp cywilizacji, oswajając człowieka z rzeczywistością nowych technik i inteligentnej technologii.
A jak nauka przygotowuje świadomość człowieka na spotkanie z nową skalą poznania i wiedzy, z nową przestrzennością doświadczania Kosmosu i oswojenia się z nieskończonością Wszechbytu?
Człowiek, podobnie jak mój pies czy kwiaty mojej żony, dostał wszystko, co jest mu potrzebne do rozumienia uwarunkowań swojego życia i świata. Uważam, że również zrozumienie natury Wszechbytu jest możliwe i nieuchronne, by dookreślić tożsamość osoby ludzkiej jako istoty rozumnej i by dopełnić jej samoświadomość miejsca w Uniwersum, co całkowicie zmieni kryterium człowieka. Szkoda, że różne interesy światopoglądowe blokują, a niefrasobliwe teorie zakłócają poznanie najwspanialszej prawdy, zawartej w odnoszeniu fenomenu życia, człowieczeństwa i naszego osobistego istnienia do nieskończoności Wszechbytu, którą człowieczy umysł jeszcze na obecnym etapie swojej duchowej ewolucji nie potrafi pojąć, choć tę nieskończoność czuje...
Rys. Stefan Papp
Dr Stefan Papp
www.stefanpapp.art.pl
* Wielki, większy, nieskończony, "Gazeta Wyborcza", 22.04.2011,
http://wyborcza.pl/1,75476,9488296,Wielki__wiekszy__nieskonczony.html


