Wyposażeni w bezprzewodowe łącza, często ulegamy iluzji, że Internet jest wszędzie. Tymczasem światowa sieć ma swoje granice; nie jest bynajmniej powszechnym dobrodziejstwem całej ludzkości. W niniejszym tekście pragnę się przyjrzeć właśnie granicom wirtualnej obecności i interakcjom pomiędzy tym, co się w nich mieści, a światem wirtualnie nieobecnym. Zamieszkujący go ludzie dysponują jedynie „samym ciałem”, pozbawionym cyfrowego przedłużenia. To ciało bez interfejsu jest skazane na swoistą odwrotność wszechobecności wirtualnego awatara: na istnienie wyłącznie lokalne, zamknięte w ciasnym „tutaj”. Obecność „samego ciała” jawi się jako tym słabsza i skuteczniej pozbawiona głosu, im większą rolę we współczesnym świecie odgrywają wszelkie formy obecności cyfrowo zwielokrotnionej. Dramat człowieka znajdującego się w takiej sytuacji, odsuniętego od sprawstwa w historii, możliwości wpływania na wydarzenia i kształtowania rzeczywistości, w jakiej pozostaje zanurzony, owocuje radykalnymi próbami przełamania zlokalizowanej bezsilności „samego ciała”.

 

Wydarzenia Arabskiej Wiosny w 2011 roku, zwłaszcza w odniesieniu do Egiptu, okrzyknięto mianem rewolucji wirtualnej, podkreślając, a może przeceniając rolę Facebooka w mobilizacji skutkującej rewolucyjnym zrywem. Czy jednak naprawdę rewolucje we współczesnym świecie robi się klikaniem? Do sceptycyzmu skłania już rzut oka na mapy obrazujące natężenie ruchu internetowego na poszczególnych obszarach globu; wskazują one, że kraje, których dotyczyły wydarzenia Arabskiej Wiosny, należą do społeczeństw słabo zdigitalizowanych. Courbage i Todd zwracają uwagę na konsekwencje przekroczenia punktu zwrotnego, za jaki uznają alfabetyzację połowy mieszkańców[1], co zasługuje na uwagę, gdyż alfabetyzacja jest tak oczywistym warunkiem jakiejkolwiek wirtualnej obecności, że często zapominamy zarówno o istotności tego czynnika, jak i o istnieniu ludzi znajdujących się nadal poza horyzontem ustanawianym przez tę podstawową kompetencję. Z drugiej strony, alfabetyzacja jest pierwszym, ale nie jedynym warunkiem wirtualnego zaistnienia. Skuteczność cybernetycznej interwencji wymaga nie tylko znacznie wyższego poziomu kompetencji, ale i materialnego instrumentarium, którego nie posiadają ludzie zepchnięci na margines historii, odsunięci od możliwości wpływania na jej bieg.

 

Gdy się temu bliżej przyjrzeć, tunezyjska geneza Arabskiej Wiosny zaczyna się od wydarzeń wcale nie wirtualnych, lecz przerażająco realnych, takich jak przypadki samospalenia, i to dokonujące się z dala od kamer, gdzieś w małych miejscowościach na graniczącym z Saharą, stepowym południu. Dobrym materiałem wyjściowym do przyjrzenia się tej sprawie jest książka Printemps de Tunis. Les métamorphoses de l’Histoire tunezyjskiego intelektualisty wykładającego w Paryżu, Abdelwahhaba Meddeba[2]. Zawiera ona spisywane z minimalnego dystansu czasowego spostrzeżenia i przemyślenia dotyczące przebiegu wydarzeń stycznia 2011 roku (książka ukazała się zaledwie kilka tygodni po nich). Już w tych snutych na gorąco refleksjach Meddeb stara się uchwycić współgranie realnych i wirtualnych komponentów wydarzeń. Celem jest nie tyle oszacowanie ich względnej wagi, ile uchwycenie dynamiki, jaka prowadzi od pojedynczego zdarzenia do wytworzenia dalekosiężnego skutku historycznego. Posługując się tym materiałem stworzonym przez Meddeba ad hoc, w natychmiastowej odpowiedzi na wydarzenia, próbuję zrobić następny krok w kierunku teorii mówiącej o relacjach ulotnego zdarzenia i jego utrwalonych, nadających się do cyfrowej multiplikacji derywatów, takich jak słowo zapisane czy zarejestrowany obraz. Właśnie kombinacja i współgranie obu tych czynników prowadzi do ich łącznej skuteczności w transformacji rzeczywistości.

 

Zajmuje mnie w szczególności problemem relacji pomiędzy lokalnością ciała (i tego, co się z ciałem dzieje lub co można z ciałem uczynić – włącznie z samospaleniem) a nielokalnością tekstu i cyfrowego obrazu. Z jednej strony rysuje się tragiczna „jednorazowość” ludzkiego ciała, z drugiej, możliwość nieskończonego powielania, a więc i zwielokrotnionego oddziaływania. Ostatecznym celem, do jakiego tu zmierzam, nie jest jedynie oszacowanie wagi cyberaktywizmu w przebiegu wydarzeń, ale też co innego, a mianowicie zwrócenie uwagi na konsekwencje braku komplementarnego elementu, który można byłoby nazwać (cyber)artyzmem. Chodzi mi o problem braku dostępu do symbolicznych środków wyrazu, pozwalających uchwycić i zharmonizować sprzeczności. Innymi słowy, w tle historycznych wydarzeń wyłania się tragedia człowieka bez sztuki, który właśnie ze względu na ten zasadniczy brak nie może osiągnąć upragnionego stanu transformacyjnej skuteczności wobec historii, nie może ukształtować historycznych okoliczności na własną miarę. Pozostaje w pozycji zmarginalizowanej, ponieważ zlokalizowanej: jest przykuty do miejsca i niezadowalających okoliczności, poza które nie jest w stanie wyjść.


[1] Por. Y. Courbage, E. Todd, Spotkanie cywilizacji, przeł. Sz. Całek, Wydawnictwo UJ, Kraków 2009

[2] Pierwodruk książki ukazał się w 2011 we Francji nakładem wydawnictwa Albin Michel; w niniejszym artykule posługuję się jednakże reprintem tunezyjskim, jaki pojawił się niemal jednocześnie z wydaniem paryskim: A. Meddeb, Printemps de Tunis. La métamorphose de l’Histoire, Cérès Éditions, Tunis 2011.

Ewa Łukaszyk - dr hab. prof. UW, ur. 1972, krytyk kultury i literaturoznawca o orientacji komparatystycznej; wykładowca na Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego, koordynatorka Komisji Humanistyki Transdyscyplinarnej. Poszukuje nowych paradygmatów w humanistyce, związanych m.in. z takimi pojęciami, jak kondycja transkulturowa i transkolonialność, poświęcając dużo uwagi kulturom pozaeuropejskim. Rozwija też inspiracje topologii matematycznej, zmierzając w stronę teorii skupionej wokół takich problemów, jak pustka, brak, nieobecność, potencjalność i emergencja w literaturze i sztuce.

Napisz komentarz


3 + siedem =

Pawlik_Fragile-baner
strachy-Fragile 136x136
button_136x136_Szymborska_Kornik
baner-halfway
mfff-logo
EKRANy_Fragile (1)