przestrzeń wypowiedzi
Marta Półtorak
IKONA
Nowe technologie są niewątpliwą dumą współczesnego człowieka. Postęp techniki i technologii ma na celu uwolnić nas od balastu przeszłości, zakopać w mrokach historii styl życia, z jakim zmagali się nasi przodkowie. Oni szczycili się tym, czego byli w stanie dokonać własnymi rękami, my zaś z dumą obserwujemy to, co wykonać potrafią wytwory naszych rąk a przede wszystkim umysłów.
Robimy wszystko by sterować światem materii niczym Wielki Zegarmistrz. Dążymy do stworzenia rzeczywistości skonstruowanej na nasz obraz i podobieństwo. Idealnie skrojonej według naszych pomysłów na siebie - coś na kształt alternatywnego życia, drugiej szansy - second life-u.
Jeden szuka w nim dopełnienia tego, czego nigdy mieć nie będzie w realu, inny zaś próbuję żyć w sposób, jaki nie ma odwagi.
Second life, second chance - bez ograniczeń. I to właśnie najbardziej pociąga. Technologia dała nam możliwości, o jakich nie mógł nawet marzyć niejeden z naszych przodków.
Jednak czy do końca wyzbyliśmy się upodobań naszych poprzedników? Przecież najbardziej interesuje i ekscytuje nas cudze realne życie oraz związane z nim perypetie.
Czyż zamiast biec na rynek lub pod szubienicę nie zasiadamy przed monitorem w pogoni za odpowiadającą nam sensacją a także w poszukiwaniu wzorców i sensu naszego życia ?
Czym różnimy i mentalnie od człowieka pozbawionego szybkości współczesnej komunikacji i medialnego szumu?
Dla ludzi XXI wieku średniowiecze to epoka z jednej strony przerażającą z drugiej zaś fascynująca. W istocie takie połączenie często występuje w przyrodzie. To, co może przestraszyć, zbić z wytyczonego tropu pociąga i przyciąga do siebie niczym egzotyczna sekta.
Największym zaskoczeniem było odkrycie, że zmierzamy ku średniowieczu. W pewnym sensie pogrążamy się w wyśmianych przez nowożytne czasy mrokach umysłowych tamtej epoki.
Tak sobie myślę, że o ile średniowiecze rozwijało wycinek światowej cywilizacji zwanej kultura europejską o tyle czasy współczesne nieco ją zwijają.
Kultura obrazkowa przemawia do nas językiem mediów gdzie obrazy przemykają jeden po drugim zastępując wyobraźnię. Po co się wysilać, męczyć mózg skoro i tak już wiemy jak mamy myśleć i co ma nam się podobać. Wszystko ukształtowała reklama i jej dydaktyka marketingowa. Nie zastanawiasz się tylko po prostu masz podane na tacy - co jest dobre a co jest obciachem, kto jest mądry a kto głupi. Możesz do woli wpatrywać się w obraz monitora gdzie serwowane są hagiograficzne kawałki wzięte z życia na pokaz tzw. współczesnych ikon.
Kiedyś w bizantyjskich świątyniach porozrzucanych na greckich wyspach prawosławny lud czcił nabożnie święte i złote ikony. Idealne obrazy "nie ręka ludzka malowane" nieco odrealnione, ale bardzo bliskie sercu. Ikona stanowiła pomost, mistyczną bramę pomiędzy światem ludzkim a światem boskim. Odrealnionym lecz dostępnym temu, kto miał w sobie na tyle pokory, by zbliżyć się do mistycznego życia. Za "bramą ikony" istniał inny wymiar, jakże specyficzny i niespotykany świat równoległy do naszego życia. Ikona była do niego kluczem i znakiem obecności.
Dzisiejsze ikony uzurpują dla siebie podobne właściwości. Też stają się swego rodzaju bramą pomiędzy światem realnym a wirtualnym, pomiędzy naszym tu i teraz a istnieniem w świecie komputera. Klik, klik i już przekraczamy mistyczną granicę - wstępujemy do współczesnego raju anonimowości i second life'u. Sterowanie za pomocą ikon zostało wprowadzone po raz pierwszy w latach osiemdziesiątych w komputerach Macintosh i do tej pory jest powszechnie stosowane w programach pracujących pod graficznymi systemami operacyjnymi.
Dziś Ikona to potęga jak kiedyś, gdy stanowiła źródło intelektualnych rozważań niepiśmiennego ludu tak samo stanowi je dla zaawansowanych technologicznie współczesnych ludzi.
Z ikony, która jest obrazem wcielonym zrobiono także w powszechnej świadomości pewien model zachowań polegający na zdolności do wpływania na innych. Współczesna ikona jest kopiowana, parodiowana, analizowana, jest źródłem inspiracji. Naśladujemy ją z dwóch powodów - pierwszym powodem jest to, że taka osoba posiada pożądane przez nas cechy. Drugi powód jest taki, że potrzebujemy pewnych wzorców do naśladowania. Idoli, którzy we obecnym świecie mogą nam dać tylko i wyłącznie media elektroniczne - tanie, powszechne i niemalże doskonałe.
Medialne ikony nie są jednak święte, ale trendowe i obrazoburcze. Uczynione ręką ludzką przez sztaby specjalistów od kreowania wizerunku i skandalu. Wychodzą z ikonostasów tabloidów i prześmiewczo pokazują to, co ich zdaniem jest godne czci - a to Matka Boska Eleusa jak gwiazdka w sesji zdjęciowej pozuje z dzieciątkiem na ręku, a to Jezus Chrystus Pantokrator jak polityk w swoimi bardzo istotnym dla świata gabinecie . Albo grupa Deesis zawierająca postacie uczestników show z gwiazdami, którzy odgrywają scenki z życia niczym hagiografię świętych.
Blichtr mediów, blask sławy, odbicie osobowości i jej postrzeganie w sosie cyfrowej obróbki obrazu to światło spływające na wiernych zapatrzonych w swoje ikony glamour.


