przestrzeń wypowiedzi
Marta Półtorak
VANITAS
Zaczyna się weekend. Oświetlone na sto różnych sposobów centrum miasta tętni życiem.
Nowoczesna sylwetka Galerii Handlowej dumnie przyciąga każdego wygłodniałego wrażeń przybysza. Wstępuję i ja we współczesne targowisko próżności. Miejsce, które mobilizuje do pracy i nadaje jej sens. Czuję się wolna i niezależna. A może przed wejściem powinien być umieszczony złowrogi napis: praca czyni wolnym? Trochę to szokujące porównanie, ale wielu z nas w to wierzy, że pracując, zarabiając i realizując swoje marzenia w szale nadprogramowych zakupów staje się sobą. Gdyby jednak spojrzeć na ekskluzywne centra handlowe w nieco inny sposób, to od razu zauważymy, że ludzie biegają w nieładzie, jakby Titanic właśnie szedł na dno. W istocie można śmiało porównać modę na happy shopping do Titanica - doskonałego tworu ludzkich pragnień o luksusie, które przez próżność i pychę obróciły się w przerdzewiały złom na dnie oceanu. Ale widać zawsze już tak było, że świat pełen był pokus. Każda epoka miała swoje sacrum i profanum, swoją chwałę i marność, pychę i pokorę. Dziś pracuje się na wirtualne zasoby a materialne mienie szybko nabywa, konsumuje i porzuca dla jeszcze lepszych. Zalewają nas wielorakie mody, trendy i marketingowe sztuczki tylko po to, byśmy ulegli i wstąpili do ogrodu ziemskich rozkoszy. Witajcie w krainie demokratycznego luksusu Galerii Handlowych.
Podążam alejkami owładnięta empiryczną ciekawością. Moje zmysły rejestrują obrazy, zapachy i dźwięki. Ale mój umysł, moja wrażliwość nasuwa mi zgoła inne wyobrażenia niż te sterylne, nieskazitelne w swej doskonałości sklepy, których witryny wystawowe tworzone są z pietyzmem niczym kompozycje warte płócien dawnych flamandzkich mistrzów.
Mnóstwo wystaw, pełno światła i muzyka cichutko i sugestywnie sącząca się do ucha. Niemalże rajskie piękno we współczesnym wydaniu. Wielkie szyby ukazują skarby, które możesz mieć już od razu, tu i teraz, jeśli tylko chcesz. W ekskluzywnych sklepach można dostrzec wiele uniwersalnych symboli, choć to tylko towary do nabycia. Kusiciele zwabiający klientów, by złożyli owoce swej pracy w zamian za ich posiadanie. Zapraszają nas w świat eleganckich kremowych i łososiowych ścian, uśmiechają się skrzeniem halogenów, mrugają lustrami, koją zmysły zapachem kwiatów. Poddaję się chwili i zaczynam czuć się wyróżniona, jakaś taka lekka, szczęśliwa a nawet nieśmiertelna! Pragnę posiadać cechy właściwe mitycznym bogom Olimpu stać się idealną istotą nie ulepioną z gliny. Wiarę w swoją wyjątkowość przetwarzam podświadomie w trendy mody i kody marek. Lepsze, bo warte więcej, właśnie takie skrojone na moją miarę, indywidualnie i profesjonalnie zaprezentowane przez sprzedawcę z fałszywym uśmiechem Zaczynam nawet wierzyć w to, iż obsługa jest miła, bo ja jestem przecież tego warta. Jakże złudny jest taki owczy pęd zamiast rozumu. Dlatego może powinnam powiedzieć dość i odrobić lekcje pokory, zdać sobie sprawę z tego, że jak bańka mydlana znika każda doczesny przedmiot pożądania. Kiedyś modne i warte zazdrości, za chwilę już z poprzedniego sezonu. Wiszące na wieszakach, zalegające na sklepowych pólkach, zapakowane w firmowe reklamówki przedmioty codziennego użytku to nic innego jak nowoczesne symbole vanitas ilustrujące ulotność chwili i przemijania. Śmierć...? Tak, umieramy z rozpaczy, że nas nie stać, cierpimy, że nie możemy nabywać tak często, jak chcielibyśmy, że nie nadążamy za całą resztą obłąkanych... Pragniemy być ciągle o krok naprzód, mieć lepiej niż inni, ale czy po to, by być lepszym? Boimy się stracić materię, bo nie wierzymy w to, że mamy jeszcze duszę. Kurczowo trzymamy się dotychczasowego stylu życia, goniąc za rajem na ziemi jak ten właśnie tłum, który przypominać zaczyna taniec żywych trupów pędzący w starodawnym dance macabre ku zatraceniu się w towarach Made in China!
Taniec śmierci w dawnej ikonografii jawi się jako bardzo barwny event. Wszyscy wystrojeni - królowie w sobolach, papieże w tiarach, rycerze w srebrnych zbrojach, mieszczanie w kapeluszach, chłopi w odświętnych sukmanach - trzymają się solidarnie za ręce i dają się ponieść emocjom trupiej muzyki. Tak ładnie zresztą są zachęcani przez szkieletowych animatorów do dołączenia się w korowód. Nikomu nie przychodzi nawet do głowy, że za chwilę nastąpi rozczarowanie - zamiast balu na zamku, obejrzy swoją twarz w przegniłych piszczelach.
Lecz któż o tym myśli, pędząc przez alejki galerii handlowej, że jego życie jest darem, czymś, za co powinienem dziękować Stwórcy, czymś, co ma być jego szczęściem i wolnością nie tylko do robienia czegoś, ale także od robienia wielu rzeczy.
Może warto być wolnym od dyktatur tych luksusowo pięknych, ale jakże bezdusznych witryn sklepowych, zauważyć, jakie kruche jest szczęście "zakupoholika".
Sklepy i stoiska ciągle zapełniane żądnym łupu tłumem aż kipią od wanitatywnych symboli spod znaku carpe diem i memento mori. W sztuce baroku motyw marności charakteryzował się fascynacją śmiercią i przemijaniem doczesności. Przemyślenia na tym tle wizualizowano w tzw. martwych naturach upowszechnionych przez malarzy północnoeuropejskich oraz w architekturze sakralno-nagrobkowej. Do najważniejszych symboli należały czaszki, zegary, klepsydry, instrumenty muzyczne, fajki, rośliny, lustra, insygnia władzy, przedmioty codziennego użytku. Mijając sklepy dostrzegam wszystko to, co jakby żywcem zastało wyjęte z martwych natur - elegancie i ekskluzywne kryształy, precyzyjne zegary, biżuterię, atrakcyjną odzież, markowe tytonie, piękne, choć nietrwałe kwiaty, dobre wina, książki, naczynia, broń, przyrządy myśliwskie, przybory kuchenne, świece, instrumenty muzyczne.
W martwych naturach pojawiają się też niewielkie żywe zwierzęta jak owady czy skorupiaki. Częstym i ważnym ze względów symbolicznych motywem bywała ludzka czaszka. Tylko gdzie ją znaleźć wśród sklepów? Jak zlokalizować? Lecz co bystrzejsze oko i co bardziej wyrobiona wyobraźnia mogą ujrzeć jej oblicze, które cicho chichocze Szanowny Kliencie! Po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się.