przestrzeń wypowiedzi
Marta Półtorak
Ten tekst miał być całkiem inny...
...jednak zrządzeniem okrutnego figla losu wszystko, co zawierała treść poprzedniego materiału zdewaluowało się pewnego sobotniego, kwietniowego ranka.
Wtedy dotarł do mnie sens starego powiedzenia, że co było a nie jest nie pisze się w rejestr. A rejestr zaczął się korygować sam w stronę peanu w iście polskim stylu z naznaczeniem a może raczej namaszczeniem spod znaku Bóg, Honor i Ojczyzna.
Na marginesie zaś warto wspomnieć, iż na co dzień w tym kraju i Bóg i Honor a zwłaszcza Ojczyzna są tematem żartów i to niewybrednych.
Kiedyś mówiono, że Polska to najweselszy barak w obozie socjalistycznym. No i konsekwentnie podchodząc do tematu można stwierdzenie to rozłożyć na części pierwsze, czyli - socjalizmu nie ma,
"Barak" jest ale w Stanach, co się nie liczy, a wesołość odeszła w niebyt komercyjny wraz z najlepszymi tradycjami kabaretów PRL.
Dziś jest "na poważnie" nawet, jeśli to "poważnie" ma dokładnie taką samą wartość jak nuworyszowskie "na bogato". Wszystko to zaś z barkowym umiłowaniem do przesady, obłudy i pompatycznego blichtru w sosie niemalże świętej tradycji opłakiwania jednoczących nas nieszczęść.
No tak, bo kiedy żył dworowania nie było końca. Prasa krajowa jak i zagraniczna jechała po nim jak po burej kobyle, że kartofle, faszyści, bracia Corleone a potem wszyscy łezki ocierali, jaka szkoda. I się zaczął cyrk skrojony na polską miarę. Cały świat wreszcie potwierdził, iż Wawel to nie tyle polskie Akropolis, co Czwarty Rzym w prostej linii. Albowiem przecież doktryna mesjanizmu - tak ukochana w Polsce - może zostać wreszcie zmodyfikowana, czym przebijemy i Sarmatyzm i zabory - ot to dopiero wejście w nowe tysiąclecie!
Nawiązując do modnego ostatnio Wzgórza i pochowanych tam "Możnych Tego Świata" jest okazja by odświeżyć sobie polsko- smoleńskie kalendarium i już prawie wszystko będzie wiadomo.
Najpierw Smoleńsk to była Ruś, czyli nie nasze, od XV w. miasto należało do Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli nasze. Później Smoleńsk należał do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, czyli nie nasze. Ale już w okresie wojny polsko-rosyjskiej za Zygmunta III Wazy zdobyty został na Ruskich przez wojska Rzeczypospolitej, czyli znów nasze, lecz na mocy rozejmu w Andruszkowie (XVII w.) miasto przechodzi w ręce rosyjskie, czyli już nie nasze. Potem ZSRR i Katyń jak wiadomo niby nie nasze, ale nasze! Niemniej jednak jak mówią, ten się śmieje, kto ostatni czyli po 10. kwietnia już nasze na wieki wieków amen!
Podążając tym tokiem myślenia można się trochę pośmiać przez łzy żalu a zwłaszcza zażenowania ogłaszając zmianę IV RP na Czwarty Rzym.
Sama idea któregoś tam Rzymu jest już nieco przechodzona, bo sięga szesnastego wieku. Pokrótce wyglądać miało to tak: Moskwa, jako Trzeci Rzym wylansowana została przez Filoteusza, z monasteru pskowskiego, który wykładał: Pierwszy Rzym upadł przez swoją herezję, czyli katolicyzm, Drugi Rzym - Bizancjum na skutek przyłączenia się do herezji (na Soborze we Florencji) a Trzecim Rzymem stała się Moskwa - jedyne na świecie państwo zachowujące prawdziwą wiarę, czyli rosyjskie prawosławie.
Dziś można powiedzieć, że rewanż się dobył i po tragedii smoleńskiej to Polska stanowi Czwarty Rzym, przed którym wreszcie Rosja ugina kolana. Ach miodzio!
Tylko czy te wszystkie znaki czasu nie są pewnego rodzaju hecą, małą humoreską, psikusem i psotką - takim tupnięciem nóżką rozkapryszonej panienki, która obraża się na cały świat a potem wymaga od niego atencji. Na Wawel nie przyjechali ci, co mieli zaszczycić i dodać pewności siebie tym, co wrośli w tzw. polskie realia i kompleksy . A tu psikus kolejny - nie ma Obamy nie ma zabawy i już.
Reklamacje i zażalenia prosimy zatem wysyłać w ... kosmos.